piątek, 28 października 2011

www.grotcenter.art.pl

Ludzie to potrafią człowieka nieźle zadziwić, wprowadzić w  konfuzję, spowodować że poczuje się jak kosmita. Bo przecież kulturalny blogger nie uzna za kosmitów innych, raczej weźmie całą winę na siebie. Co to jest ten Instytut Grotowskiego. Co wy tam robicie. A ty, co robisz - wytłumacz mi. Jak TO wygląda?

„To znaczy, chcecie to wszystko odtworzyć i kontynuować??” Takie zdanie potrafi już lekko zirytować, gdy sensowne argumenty wyraźnie nie trafiają. Choć wydawałoby się, przecie, że wiedza o tym co to jest „instytut” nie jest wiedzą tajemną, dla osób wyedukowanych dostępną. Może i tak, może 'inne instytuty' owszem, wiadomo, ale Instytut Grootowskieego!?

To co wy tam   b a d a c i e,  zapytał onegdaj Rektor (!) jednej z wrocławskich uczelni, szczerząc szyderczo zęby. Każdy ma swoje ...... do badania, mój drogi odrzekłam, również wyszczerzając zęby. Nie powiem, oczywiście, co uzmysłowiłam rzeczonemu, od razu byłoby jasne któż ci on.

Uchylając rąbka tej fascynującej 'tajemnicy' zacznę od siebie. Zajmuję się:
Prowadzeniem Pracowni im. Zygmunta Molika Voice in  - staram się gromadzić i opracowywać dokumenty, tradycyjne i audio-wizualne. Przygotowuję zatem wydarzenia związane z zadaniami Pracowni w ramach zakładanego projektu. A więc ‘mrówczę’ (by użyć ulubionego sformułowania Patrona Pracowni) nad dokumentami, które pozostały, szukam nowych. Przeczesuję sieć, pamięć i archiwa współpracowników, także tych rozsianych po świecie. Zabiegam też o świadectwa uczestników warsztatów, zbieram fakty dot. dat, miejsc, nazwisk i przedsięwzięć. Szukam dostępnych rejestracji fotograficznych, filmowych i fonograficznych. A wszystko po to aby móc „zacząć”. Tak, zacząć - usystematyzowanie danych to początek. Wiedza jaką posiadł; opracował i wykorzystywał Zygmunt Molik nie powinna jedynie zalegać Archiwum IG, choć to niebywale zacna i zasłużona placówka. Bowiem zamierzeniem jest: dokonania te propagować, udostępniać i wykorzystywać. JAK? udostępniając nadal zasady tej nie tylko spektakularnej bo wielce pomocnej w kształceniu aktorów, i nie aktorów, metodyki. Jest przecież fachowiec, którzy to potrafi - jest sukcesor, Jorge Parente z Paryża.

Ideałem byłoby, oczywiście, gdyby nie tylko okresowo, nie tylko od czasu do czasu staże GiC były dostępne. Warto byłoby też podjąć starania by wprowadzić „alfabet Molika” na sale wykładowe uczelni teatralnych i muzycznych. Tym bardziej, że niektóre ‘światowe’ uczelnie wykorzystują już wiele elementów zaadaptowanych z Głos i Ciało. Widzieliśmy to wyraźnie, na niedawnym Making Tomorrow’s Theatre. Może zatem wprowadzenie tych „nowinek” okaże się łatwiejsze niż można by sądzić obserwując obecną inercję. Może tak, może nie, trzeba próbować i starać się.

A sceptycy, czy nie powinni zadać sobie choć odrobiny trudu i odwiedzić, choćby stronę sieciową IG. Zobaczyliby jasny i wyraźny przekaz; nie zajmujemy się żadnym „nieżywym tworem”, nie kręcimy się w kółko. Nasze działania nie wypływają z niewybrednych chęci „napychania sobie kabzy” państwowymi dotacjami czy podnoszenia nienależnego prestiżu. „Sceptycy powinni”, żartuję sobie oczywiście. Sceptycy nie posuwają się do weryfikowania niewiedzy, choć dobrze wiedzą, że ich pogaduszki i pomówienia nieraz już zaprzepaszczały ciężką i sensowną pracę wielu. Czy to tylko nam właściwa, tu w kraju nad Odrą-Nysą charakterystyczna atmosferka, swoista krzywa fizjonomia?