czwartek, 28 lutego 2013

"Sekret leży w jak najpełniejszym i czystym głosie, dźwięku...

...Jego esencją jest uwolnienie i obudzenie środkowej części ciała. Często wszystkie części ciała są oddzielone: głowa jest oddzielona, nogi... Jesteśmy zablokowani. W wyniku połączenia ćwiczeń głosowych i ciała dochodzimy do punktu, w którym cały organizm jest aktywny w mowie i śpiewie" -  Z.Molik

W pracy z aktorem - Grotowski nie skupiał się na zdobywaniu umiejętności, nacisk kładł na eliminowanie blokad i nazywał swoje podejście via negativa, uznając, że tylko na drodze zaprzeczenia i nieufności wobec systemów człowiek może dokonać aktu całkowitego. Droga do bezpośredniości wiedzie przez ogołacanie, eliminowanie przeszkód organicznych i warsztatowych.

     W 2000, wczesną jesienią w Opolu, przy okazji warsztatów w Teatrze im. Kochanowskiego (z udziałem studentów i absolwentów Athanor-Theater u. Filmakademie w Burghausen  - 5 aktorów, 2 reżyserów, oraz 3 aktorów Opolskiego Teatru i 2 studentów Uniwersytetu Opolskiego) - Zygmunt Molik rodzaj swojej pracy określił jako interakcję ciała z głosem. Wykorzystano wówczas do pracy fragmenty tekstów W. Szekspira; z Otella, Romea i Julii  i Ryszarda III. Kilka, trochę żartobliwych zdań, Z.M. (ze względu na okoliczności) - o zadaniach stażystów, można usłyszeć w tym kilkuminutowym filmiku. Publikowałam go już na Facebooku, mam nadzieję, że i tu będzie możliwy do odtworzenia, choć stawia zdecydowany opór. 

video

     A jak JORGE PARENTE przybliża stażystom rodzaj oferowanej pracy?

"This method can be defined along the following concepts: opening oneself thanks to specific and very precise “Physical Actions”, called “Body Alphabet”. Personal exploration associating elements of the “Body Alphabet”, a sort of improvisation related to one’s own personal stories. What then emerges is another resonance, unexpected and unpredictable, source of body vibration. Exploration and harmonisation of the breath and of the movement to serve the voice. It is about keeping freshness and spontaneity at the service of the text and of the singing. The aim is to speak as one sings and to sing as one speaks, to find unity between the depth of exploration and the lightness of execution, to join the demand and the happiness of performing.
    Structure of workshops
  a) Learning and rehearsing an alphabet of defined physical actions (actions that implicate the   whole body and activate vocal impulses)
   b) Exploration of the voice, individually and collectively
   c) On an individual basis, application of these principles through working on a text or a song"

Niebawem zarejestrowany zostanie, ponownie, Alfabet ciała - wyłącznie w jego wykonaniu. Na istniejącym obecnie DVD (będącym częścią składową książki Zygmunt Molik's Voice and Body Work, w językach angielskim i portugalskim) trzy ćwiczenia prezentuje -Giuliano Campo - współautor Książki. 
Po raz pierwszy zostanie zarejestrowanych 31 ćwiczeń, tych, które opracował, nieustannie modyfikował i praktykował - Zygmunt Molik - pół wieku bez mała.

niedziela, 24 lutego 2013

LITERY ALFABETU MOLIKA - słówko od praktyka

...Jeszcze słówko, jako praktyk...

Z każdego Stażu przywożę różne doświadczenia;  a to usłyszę siebie w niespotykanym dla mnie dźwięku, a to powiem tekst z głową na dół a z nogą do góry, i ... jestem słyszalna i logiczna. Itd.

Tym razem, mam takie odkrycie:  Jorge, w ramach poszerzenia doświadczeń (podejrzewam, że i swoich i naszych) udostępnił przestrzeń i czas - jednemu z uczestników warsztatu, również nauczycielowi 'od głosu' - na prezentację jego sposobów  pracy. Były to ćwiczenia znane mi, mniej lub więcej, z bardziej (nazwę to) tradycyjnych ćwiczeń. Np. ćwiczenia dolnej partii brzucha, wydawanie dźwięków przy pomocy konkretnych sylab, czy trochę pracy na wyobraźnię. Głos pojawił się jako przybysz z obcej planety; wpadał nam do brzucha i tam nas rozwibrowywał, rozgrzewał. A czasem... mroził.

Ciekawe to wszystko było, a zarazem, okropnie frustrujące dla mnie. 
Od razu pogubiłam się. Przepraszam za wyrażenie, pogubiłam się gdzie dupa a gdzie głowa.

W przypadku Metody Molika, odfrustrowuję się;  bo ciało samo zaczyna się odnajdywać, chyba właśnie dzięki temu, że głowa nim - nie steruje. Cóż, różne szkoły, różni ludzie, różne potrzeby. I różna skuteczność metod;  
dla każdego...

Ja mam, taki wniosek: dla mnie, osoby która ma różne problemy (choćby z tą dupą właśnie, ale i z głową, nogami, ramionami) to odcielesne podejście - jest dobre. W „litery” (alfabetu) też wkłada się i treść i wyobrażenia, mam jednak wrażenie, że przychodzą jako konsekwencja wykonanej „akcji”. 
Co uczy pokory, uczy by nie być mądrzejszym od samego siebie. Poza tym, muzyka, głos, rodzą się zawsze w wyniku nawiązania relacji a partnerem. To skutecznie pomaga zagłuszyć ego. Ciało jest mądre, ono wie. Jak już je tak człowiek rozgada „literami”, robi się ono - pomocne.

Nie jest to łatwo, oj zupełnie, i w moim wypadku wyniki (póki co) nie są spektakularne, ale... Przyjemność (!) jaką odczuwam, mimo trudności jakie napotykam, nastraja mnie - zupełnie inaczej. Inaczej niż wcześniej, gdyż inne uczucia były moim udziałem przy praktykowaniu ‘tradycyjnych metod’. Poza tym, potrafię już zlokalizować, coraz lepiej, gdzie coś mi się zacina, a gdzie otwiera. Uczę się słuchać ciała i współpracować z nim. A przy tym - bawię się pysznie.  Co nie znaczy, że czasem nie jest tak trudno, że nie wiem wyć, albo nie wyć - oto bywa pytanie ! :)

Mam nadzieją, że Pani rozumie o czym mówię. Bo o tym trudno się pisze czy mówi, ale naprawdę miło... się „robi”!  Alleluja. 

piątek, 22 lutego 2013

"Alfabet Molika" - 27 ćwiczeń









Ten wpis dedykuję specjalnie - wszystkim 58 Paniom i Panom - którzy zgłosili swój akces udziału w stażu. Odbędzie się już niebawem   11 - 16 marca 2013 
Miejsce stażu prezentuję  powyżej  Sala Teatru Laboratorium. 
Zanim do nas przybędą, mają możliwość zapoznania się bliżej z tym, co w ciągu marcowego tygodnia stanie się ich codziennością. Na bazie opisanych ćwiczeń przygotują improwizacje. Później pozostanie im jedynie zsynchronizowanie przywiezionych tekstów i pieśni z tym, czego nauczą się przy pomocy
          JORGE  PARENTE   i   ZOE  OGERET    z   Paryża.

    1/  Puxar  -  Pulling the body -  PRZYCIĄGANIA  - (stojąc, kolejno w ruchu,  płynnie lecz z energią,  rękoma przemiennie i oburącz,  przyciągamy do siebie;  co ?,  do osobistej decyzji)
     2/ Ação de Lancar -  Lifting up -  DŹWIGNIĘCIA   - ( ramion - przemienne, płynne, szerokie, raczej  energiczne, pokonujące pewien ‘opór’)
     3/ Empurrar, para frente e para o ladPushing forward and aside -  PRZEPYCHANIA - (rękoma, osobno i oburącz, elastyczne, raczej zdecydowanymi  ruchami, płynnie przesuwać przestrzeń)
      4/ Rotação dos Ombros  - Rotation of the shoulders - OBROTY BARKAMI - (nogi przemiennie ugięte i rozciągnięte do czubków palców, zdecydowane, okrężne, szerokie ruchy barkami)  
      5/ Abertura do plexo. A partir da nuca, para tras, queixo para frente e para tras e depois relaxa -  From the nape backward, the chin straight and backward, and then relax - KARK-PODBRÓDEK - (stojąc  w miejscu, niespiesznym lecz energicznym ruchem, ruszamy szyją, ręce opuszczone)
       6/ Brincar com a Cabeca - Head play - IGRANIA GŁOWĄ  - (szybko, szeroko, dość sztywno  i zdecydowanie, nie urwie się)
       7/ Rotação da Cabeça  - Rotation of the head - OBRACANIA GŁOWĄ - (podobnie lecz łagodniej)
       8/ Um parceiro desconhecido no chao: abrir totalmente os bracos, tudo esta aberto, as maos vao a procura de algo que esta no chao,  Ao toca-lo, ha uma subita reacao - Open the arms to the sky, everything is open, go down with the hands and touch the groud and sharp reaction (recognising something in the ground - a partner - which can be anything) - UFNE OTWARCIA,  GWAŁTOWNE REAKCJE - (od swobodnego, z rozpostartymi luźno rękoma stania, do naprężonego otwarcia dłoni przy ugiętych łokciach,  niezbędność utrzymania równowagi zarówno w przysiadzie na palcach stóp jak i gwałtownym powstaniu z ugiętymi, rozpostartymi dłońmi, przy zgiętych kolanach i łokciach - również na paluszkach - równowaga, energia)
      9/ Tocar o ceu - Touching the sky - DOTYKANIE NIEBA - (stojąc, zdecydowanie rozciągać się w górę,  płynnie, gibko, z energią)
     10/ Grande cansaço... O corpo Esta Muito Pesado... - The arms are heavy and pulling down and then very energetically up but not completely, but slightly bound together with the ribs - WYCZERPANIE - GWAŁTOWNY PRZYPŁYW ENERGII - (od bezwładnego opadu tułowia z dłońmi na ziemi, do zdecydowanego powstania, z łokciami sztywno przy biodrach, rozwartymi dłońmi, szyją wysuniętą do przodu, zastygnąć w natężeniu)
     11/ Puxar o sino - Pulling the bell -  DZWON - (ciągnąc ciężki sznur dzwonu, od pozycji stojącej do kołyski na plecach, realistycznie, choć raczej miękko, włożyć w to energię)
     12/ Borboleta Procurando uma Flor para Pousar - The butterfly seeking a place to sit for a while - MOTYL - (miękko, skocznie, sprężyście, od stania do przysiadu, z obrotami)
     13/ Voar  - Flying in the air - FRUWANIE - (łagodnie, szeroko, lekko, elastycznie, swobodnie, przemiennie intensywniej, zmieniając  tempa)
     14/ Cobra - The cobra seeking something to eat - KOBRA - (leżąc w pełnym rozluźnieniu zacząć rozciągać tułów unosząc ciało na rękach, szyja do tyłu,  z naciskiem, rozciągając mięśnie od stóp)
     15/  Lancar - Alcancar um Parceiro atras de Voce - Lifting up the hips and staying on one shoulder and shooting with an arm - DŹWIGNIĘCIA - DOSIĘGANIA  (leżąc ze zgiętymi nogami zacząć podnosić biodra wyciągając jednocześnie w górę rękę z wyciągniętą, wyprostowaną dłonią i wskazującym palcem, podparcie na przeciwstawnym ramieniu i głowie, energicznie)
     16/ Brincar com os Pes - Game with the feet - GRA ZE STOPAMI - (siedząc na podłodze w płynnym balansie korpusu na pośladkach, podnosimy nogi by dotykać dłońmi stóp naprzemiennie i obu razem, lekko, jakby trochę niezbornie)
     17/ A Grama Reagindo ao vento - The grass reacting to the wind - TRAWA NA WIETRZE - (leżąc na łopatkach z odwiedzionymi dla przeciwwagi ramionami, próbować zrobić ‘świecę’, kołysząc biodrami i nogami, trzeba zainwestować trochę energii)
     18/ Alcancar algo atras de voce - To see behind -  PATRZĄC ZA SIEBIE - (w szerokim wykroku, ze zgiętym kolanem,  wykonywać szerokie skręty tułowia i ramion, przemiennie ręka i noga zgięte i wyprostowane, w przysiadzie)
     19/ Andar Sem sair do lugar - Walking on the spot - CHÓD W MIEJSCU - (w miejscu, dość zamaszyście, płynnie, tanecznie, z umiarkowaną energią)
     20/ Andar na aqua, abrir caminho na aqua - Walk by the water opening with hips - CHÓD POPRZEZ GŁĘBOKĄ WODĘ  -  (z ociąganiem, trudem, jednak płynnie, wysuwając biodra w przód,  szerokie, koliste ruchy nóg i obu ramion z rozpostartymi dłońmi, na boki)
     21/ Correr sem sair do Lugar - Running on the spot - BIEG W MIEJSCU - (różne tempa, trochę pantomimicznie, z wychyleniem tułowia do przodu, rozpostartymi ramionami, szeroko ustawionymi nogami, energiczny bieg w miejscu)
     22/ Dialogo do Quadril com a Parede - Trying to touch the wall with the hips, with the arm straight, and never touching it - PRÓBUJĄC DOTKNĄĆ ŚCIANY BIODRAMI - (opierając się o ścianę lekko zgiętymi ramionami, obracać płynnie biodrami zbliżając je do ściany, stopy nieruchome, oparte)
     23/ Estirar o corpo Durante a Caminhada - Stretching the body during the walk - ROZCIĄGANIE CIAŁA CHODZĄC - (energiczne, lekkie lecz intensywne, rozciąganie, naprężanie ciała w sprężystym, z wyskokami chodzie, ramiona szeroko aż do tyłu, nogi unoszone wysoko, klatka piersiowa maksymalnie wyprężona)
     24/ Brincar com a Pipa - Playing with the kite - LATAWIEC - (bardzo płynnie, lekko, angażując całe ciało, jakby odrywając się od ziemi, balansując,  latawiec trzymać lekko w wyciągniętej dłoni, poddawać się rotacji w przód i tył)
     25/ Abrir o Peito - Opening the chest - OTWARCIE KLATKI PIERSIOWEJ - (od siadu na kolanach podnosić się stopniowo, rozciągać klatkę odwodząc ręce do tyłu, wypinając brzuch, odchylając szyję i głowę w tył)
     26/ Caminhar Livremente, observando galhos e segurando-os - Walking freely, seeing branches, holding them - SWOBODNY CHÓD WŚRÓD ROZGAŁĘZIONYCH DRZEW - (powolny chód, pracuje górna część ciała, ramiona odgarniają, przytrzymują przeszkody, głowa obraca się wraz z ramieniem)
     27/ No chao, chutar para tras - On the floor. Kicking back -  KOPANIA W TYŁ - (rozciąganie dolnej części ciała leżąc na boku,  w maksymalnym rozciągnięciu, z jedną ręką wyprostowaną wzdłuż podłogi, energicznie odwieść nogę do tyłu, jak nożyce,  naprzemiennie)

Zygmunt Molik i Giuliano Campo; można znaleźć zdjęcia i DVD - Alfabet ciała https://www.routledge.com/Zygmunt-Moliks-Voice-and-Body-Work-The-Legacy-of-Jerzy-Grotowski/Campo-Molik/p/book/9780415568470  
Fragment z książki w tłumaczeniu córki Zygmunta Molika, Anny : http://ewamolik-zygmunt.blogspot.com/2012/12/zygmunta-molika-alfabet-ciaa-6-trojgos.html 

sobota, 16 lutego 2013

AWKWARD HAPPINESS


Widziałam pierwszą z trzech prezentacji Spektaklu - Niezręczne szczęście lub wszystko czego nie pamiętam z naszych spotkań - który proponuje Studio Matejka w ramach Monosytuacji. Jak mówią twórcy, nie jest to ostateczna wersja; wciąż są w trakcie, w budowie, w fazie powstawania. Jest to coraz powszechniejszy sposób zapoznawania publiczności z owocami pracy. Prezentuje się produkcje od wczesnych etapów prób, poprzez kolejne próby... Powstają też numerowane wersje spektakli. 
Co bywa tego powodem? niepewność zaistniałych procesów czy efektów pracy twórczej, konieczność konfrontacji z widzem czy asekuracja, a może dążenie do doskonałości choć jej horyzont nie chce się przybliżyć (taka już właściwość horyzontu). Wreszcie, może także względy pozaartystyczne (mnogość obostrzeń prawnych inaczej kwalifikujących produkt gotowy a inaczej będący ‘w progresie’ ). Trudno dociec.

Ten spektakl (ta praca w toku) bardzo mi się podobał, momentami wręcz zachwycał. Na pewno utrzymywał zainteresowanie. Zobaczyłam 'produkt' nie tylko estetyczny (w prostym rozumieniu słowa) bowiem wszystko wydawało się idealnie dopracowane w sensie wykonawczym i realizacyjnym. Choćby wspaniałe możliwości ruchowe każdego z wykonawców, ich niespożyta energia i sprawność, wręcz akrobatyczna, umiejętności mistrzowskiej gry na instrumentach (gitara elektryczna, klarnet... napełnione wodą kieliszki). Sposoby podawania tekstu (każdy w swoim języku), logicznie poprowadzone akcje sceniczne, poprawna praca świateł oraz interesująca i adekwatna oprawa muzyczna itd. - wszystko wydaje się gotowe do prezentacji.  

Czy są więc jeszcze jakiekolwiek... wątpliwości? W trakcie wielu rozmów, w sytuacji tradycyjnej popremierowej fety, każdy mówił co innego, każdemu czego innego brakowało. Lub przeciwnie, dostrzegano ‘czegoś’ nadmiar. Nikt zatem nie był w pełni zadowolony, nie wyłączając bezpośrednio w projekt zaangażowanych. Pewnie normalne...

W Studio Matejka koncentrują się nad "badaniami nad ludzkim ciałem we współczesnej praktyce performansu". Prowadzą poszukiwania w zakresie treningu i ćwiczeń fizycznych opierając się na tematach i obrazach, które ich zainspirowały. Prace dokumentują, zrealizowali 6 filmów krótkometrażowych (we współpracy ze Słowackim DogDocs). Ta obecnie prezentowana work in progress  to "materiał twórczy przetworzony". Powstawał wiele miesięcy. Wykorzystane teksty i dialogi są autorstwa aktorów Studia - zainspirowanych poezją i prozą: Anny Świrszczyńskiej, Alexandra Fleischera, Yehudy Amichaiego i Milana Kundery. Warstwa muzyczna, z kolei, powstawała na bazie transformacji głosów i muzyki granej na żywo. Również i muzykę komponowali wykonawcy spektaklu, wykorzystując dodatkowo utwory jazzowe i kompozycje instrumentalne. 

W trakcie spektaklu miałam podskórne łaskotania, odczuwałam obecność ducha spektakli Teatru Laboratorium - ten rodzaj rytmu i metryczność. Mimo starannie wybranych tekstów pozostawiano je, jednak, na dalszym planie na rzecz uchwycenia ich melodyki. Choć nie widziałam przecie tamtych spektakli, wszystkich (znam je raczej ze strzępów rejestracji) i nie potrafię zwerbalizować tej myśli jednoznacznie, tak była ulotna - wracała do mnie kilkukrotnie. Bo było w tym Spektaklu coś z owych kanonicznych formuł via negativa - określających cele pracy aktora jako eliminowanie  blokad wewnętrznych i fizycznych a  nie zwiększanie kwalifikacji; by móc stać się kimś więcej niż tylko aktorem. Nie tylko tym kimś, kto ma określone kwalifikacje w tej właśnie dziedzinie. 

Potocznie rozumiane kwalifikacje tych czworga aktorów są imponujące. Guillaumarc Froidevaux (Szwajcaria), poza szczegółowymi studiami aktorskimi ma doświadczenia związane z tańcem, jest instruktorem akrobatyki,  Zuzana Kakalikova (Słowacja) to absolwentka 2 akademii artystycznych, studiowała też pantomimę, tai-chi, taniec i akrobatykę,  Daniel Han (Korea/USA) oprócz 2-krotnych dyplomów aktorskich ma nawet licencjat z ekonomii (zapewne przydatny w pracy w teatrze) oraz klasyczne wykształcenie muzyczne czy taneczne,  Magdalena Koza (Polska)  m.in. posiada dyplomy szkoły baletowej i akademii wychowania fizycznego, ma też talenty organizatorskie (Wrocławski Festiwal Ruchu Cyrkulacje). Itd., itp,  szczegółowsze informacje zawiera link. 

Skoro więc w spektaklu biorą udział aktorzy tak wszechstronnie wykształceni, z tak dużą i wielostronną praktyką, Reżyserom (Matej Matejka, Bryan Brown) może chodzić o stopniową eliminację dotychczasowych doświadczeń z ich prac? Czy pracuje się więc raczej nad tym by ogołacać niejako z tych doświadczeń, by nie doprowadzać do ekshibicjonistycznego prezentowania możliwości każdego z osobna i wszystkich razem - gdy tworzy się projekt o tym ‘czym jest szczęście i jak je osiągnąć’?

Ciekawa jestem w jakim kierunku ewoluowało będzie AWKWARD HAPPINESS i jakie ‘machiawelizmy’ za tym stać mogą. Co stępi się i spiłuje lub jak przekształci się by uzyskać inne odbicie - w rozbitym lustrze?

Gdyby i inni zechcieli zastanawiać się polecam, do rozważań, przemyślenia np.: Duncana Jemisona   http://www.grotowski.net/performer/performer-4/od-reprezentacji-do-etyki-reinterpretacja-praktyki-teatralnej-i-wypowiedzi-gro?page=10     

wtorek, 12 lutego 2013

Zygmunt Molik i Teresa Nawrot - w obiektywie Andrzeja Paluchiewicza

Przeglądałam ostatnio wiele zdjęć Zygmunta szukając tego naj-, najwłaściwszego. Tym, którzy tu zaglądają nie muszę tłumaczyć dlaczego. Jak widać znalazłam; czy mogę liczyć na akceptację? Autorem obu zdjęć, tego na którym Molik kontempluje panoramę Paryża jak i tego poniższego jest, oczywiście - Andrzej Paluchiewicz. Oczywiście, bo jego prac nie sposób pomylić z innymi tak są rozpoznawalne, tak są unikatowe. Dorobek artystyczny Andrzeja, jego samego, przedstawiłam już dwukrotnie (13 i 17 I 2013).

Kim jest interesująca Dama uzupełniająca, własną burzą włosów, rzednącą czuprynę Molika ? To Teresa Nawrot. Więcej o okresie po-teatralnym, w którym to okresie podjęła współpracę z zespołem Laboratorium  http://www.grotowski.net/encyklopedia/parateatr 

Założyła i prowadzi  REDUTĘ, Teatralną i Filmową Szkołę w Berlinie http://www.reduta-berlin.de/home/ 

niedziela, 10 lutego 2013

Krystyna Krotoska, 3 jednoaktówki Samuela Becketta, 8-9 II 2013


KRYSTYNA KROTOSKA - aktorka Teatru Kalambur (1969-1981) i Teatru Polskiego (1982-2007). Laureatka konkursu pierwszego Przeglądu Piosenki Aktorskiej "Liryka 76" we Wrocławiu. Przygotowała kilka piosenkarskich recitali, między innymi: "Odczepić się" /zrealizowany także w TVP/, "Co się z szafy wysypało?" - do tekstów Asji Łamtiuginy z muzyką Zbigniewa Piotrowskiego, "Mój intymny mały świat" – piosenki Andrzeja Bienia 

Autorka monodramu złożonego z tekstów S. Becketta; "No właśnie, co ?" (nagrodzonego na festiwalu we Wrocławiu w 2003). Na kolejnym festiwalu WROSTJA (2004 ) prezentowała, wspólnie z Ireną Jun, spektakl "Nie ja" oparty także na twórczości S.Becketta. Dwukrotnie odwiedziła Włochy, z tą włoską wersją Beckettowskiego tekstu. Współpracuje z międzynarodową grupą z Anglii, biorąc udział w realizacji przedstawienia "Nierealne miasto" według poematu T.S.Eliota.
Powyższe informacje zawarte są na stronie Wrocławskiego Teatru Piosenki, niezależnego teatru prywatnego, specjalizującego się w spektaklach muzycznych i kabaretowych z nutką nostalgii. Bo przecież, Krystyna Krotoska, oprócz tego że jest świetną aktorką, z czterdziestoletnim doświadczeniem w pracy teatralnej, jest także jedną z tych najlepszych w dziedzinie piosenki aktorskiej. 
Wielokrotna uczestniczka warsztatów prowadzonych przez Zygmunta Molika, miała okazję konsultować z nim "Kołysankę".

NO WŁAŚNIE CO - Monogram składający się z 3 jednoaktówek Samuela Becketta. Nie ja, Kroki i Kołysanka. Tytuł przedstawienia to także tytuł ostatniego wiersza S.B. "Trzeba czasu, lat, żeby zbliżyć się do Becketta. Czasem przychodzi 'olśnienie', sądzisz, że jesteś blisko... Takie chwile pozwalają szukać dalej, drążyć tę TAJEMNICĘ. Po blisko dziesięciu latach, chcę jej nadal szukać, z nową wiarą i nadzieją" - K. Krotoska. 

Monodram prezentowano już w Instytucie Grotowskiego: 26 XI 2002, w 2003 I, III, IV, V, X, XI, w 2004 I, II, III, VI, X, XI oraz w 2005 V. Mam nadzieję, że przestawiłam stan faktyczny.

...Zanurzyłam się zatem w ten Beckett'owski świat na 40 minut. Świat, w którym 'mężczyzna wie, ale kobieta wie lepiej'.  A gdy już wie lepiej walczy beznadziejnie z własnym cieniem, heroicznie i do końca. Cierpienie, samotność i oczekiwanie; później już tylko rezygnacja z oczekiwań na zmiany. Czy wszystko tu jest na chwilę tylko, czy próbując to zmienić oszukujemy się? Patrzyłam na tę wątłość człowieczego bytu, na przygnębiający los połączonych nieszczęściem kobiet, na wyrzekanie się przez nie własnego życia. Poczułam się jak wszystkie one, osadzone w tych swoich absurdalnych rzeczywistościach, samotna i wyalienowana. 
Po powrocie włączyłam... Lacrimosę z Requiem W.A. Mozarta, by zanurzyć się w powolnym, szerokim i przejmującym larghetto. 

Wybór Aktorki (i Reżyserki zarazem) właśnie tych trzech tytułów oraz kolejność w jakiej zaprezentowała je publiczności, podzielił Monogram, na dwa wyraźne i przeciwstawne tempa. Nie ja artykułowano - prestissimo, poco a poco. Zwolniono ekstremalnie, oczywiście, interpretując  Kroki  - molto lento.  Słuchając, patrząc na Kołysankę  przenieśliśmy się, wraz z nią, w jednostajnie powolny rytm - sempre adagio. 
Łatwiej byłoby mi utrzymać uwagę gdyby pulsowanie tekstów i obrazów osadzono (na przykład) w tempach:  1/ meno vivo, animato,   2/ andantino, piu adagio,   3/ lento, quasi morendo. 

Do współpracy reżyserskiej Krystyna Krotoska zaprosiła Yolę Wesołowską,  
Muzykę współtworzyli Yola Wesołowska i  Stan Michalak, 
zaś kompozycja światła to projekt Rafała Habla. 
Spektakl rejestrowano, dopóki jednak nie mogę zaproponować wczorajszej rejestracji - Nie ja,  proponuję kreację Lisy Dwan - Not I 

wtorek, 5 lutego 2013

1 Lutego - 16 Marca 2013, Sale: Teatru Laboratorium i Na Grobli

Pierwszego dnia miesiąca Instytut im. Jerzego Grotowskiego zainaugurował 
Cykl małych form teatralnych. Jak skrojony na wymagające skrzętności czasy. 
Piątki i soboty, lub poniedziałki i wtorki.
- 10 monodramów -  od 1 lutego do 16 marca 


Na początek 2 produkcje Studio Matejka

     - Charmolypi Alexandra Kazazou  1-2.02

    - The Woman Decomposed Gema Galiana  1-2.02 

K o l e j n o  wystawiane będą:

- The echoes off the walls underground are louder than your footsteps above me 
Antony Nikolchev  4-5.02 
     - No właśnie co  Krystyna Krotoska  8-9.02
- Egzorcysta  spektakl multi.mentalny  Teatru Ad Spectatores  11-12.02
     - Awkward happiness or everything I don't remember about meeting you  14-16.02 
  Studio Na Grobli  (ponownie) Studio Matejka 
- Wyjścia  Aleksandra Kugacz  22-23.02
     - Margarete  Janek Turkowski, multimedialnie  1-2.03
- Un esempio  teatr niebopiekło  8-9.03
     - Moskwa - Pietuszki  Jacek Zawadzki, Teatr Kana  15-16.03

The Woman Decomposed. Gema Galiana weszła w krwiobieg kobiety, która przegląda się w lustrze własnej samotności. Rozpada się i odbudowuje, powodów ma wiele. Jest wielością w jedności. Żyje w świecie, który rozpadł się pod ciężarem tragedii samotności w tłumie, tragedii sprzeczności i niezadowolenia. Nie rozpacza, akceptuje własną tragedię i śmieje się z niej ... do utraty orientacji. Wybierając samotność wybiera wolność, próbując ujawnić naszą wspólną samotność. 
Odnalazłam się w tej stylistyce, w świecie gdzie wyobraźnia i rzeczywistość przenikają się. Jest w tym zasługa Aktorki świadomej siebie i warsztatu, sprawnej fizycznie (10 lat trenowała karate). Monodram wymaga od niej tej fizycznej sprawności, choć trudno mi wyrokować co było pierwsze; chęć wykorzystania umiejętności ciała czy raczej wybór tekstów, o egzystencjalnych niepokojach, zdeterminował ten sposób ekspresji. W każdym razie ogląda się ten spektakl z wielką, także estetyczną satysfakcją.

Wrażenia pogłębiają scenografia i oprawa muzyczna. Scenografia dość prosta, wykorzystująca znane, na wielu scenach, elementy. Choćby korpusy manekinów sklepowych rozczłonkowane na wiele sposobów. Zastosowanie tych elementów jest jednak twórcze, często wręcz zaskakująco trafne. Wykorzystaną muzykę odtwarzają dwa wiekowe, kolorowo pomalowane, adaptery. Winylowe, spreparowane płyty, obracają się wraz z zainstalowaną na ich środku głową. Głową z przewiązanymi oczami. Jest też korpus mężczyzny, którego, pomimo że bezgłowy i bezręki Gema próbuje oswoić i uczłowieczyć by skłonić do emocji i odpowiedzi.
Jest jeszcze metalowy kosz pełen maleńkich, gipsowych i bardzo kruchych figurek ludzkich. Podobne figurki kryje podwieszony korpus damski. Otwarty wysypał z siebie bezładną zawartość, której część rozsypała się na kawałki. Kobieta ustawia z tych figurek karne szeregi, później usiłuje manewrować pomiędzy nimi leciutko, na paluszkach. Często bez powodzenia, bo pomimo starań wiele z nich przewraca się i unicestwia. Znaczącą zdaje się końcowa scena; cyrkowo-prześmiewcza lecz, być może, zwycięska. G.G. zastyga w niej, jakby, w swoistym cytacie do antycznej Grupy Laokoona. Będąc na kolanach tego swojego mężczyzny obejmuje, zredukowany do tułowia, korpus tej innej kobiety. Jej głowę trzyma w uniesionej ręce. Uśmiecha się, trochę histerycznie. Z wyzwaniem (?).
Bardzo udany wieczór, bardzo udany spektakl. Zapamiętam go.